O codzienności zwykłej i niezwykłej.
Wpisy otagowane wiosna
Kiermasze..
29 marca



Jak co roku na Rynku Kiermasz Świąteczny. Lubię te kiermasze, ale raczej nic nie kupuję, bo strasznie tam drogo. Ale miło jest połazić, bo kolorowo i wesoło….
Oczywiście grille i żarcie, którego nie lubię; za to lubią je krakowscy menele i turyści. Z tym, że tych pierwszych nie stać, więc stosują swój stary sposób: wkładają turystom palec do jedzenia:-)
Ograniczyłam się do zakupu rzeżuchy
w sklepiku na dole, głównie dla kota, ale nawet nie tknął. Zacznę znosić po prostu trawę do domu, żeby miał czym czyścić żołądek. Nie mogę patrzeć, jak wciąga te włosiska do pyska. Kurcze, może on dlatego nie chce jeść? Kupię mu pastę rozpuszczającą kule włosowe. Już nie nadążam z czesaniem;-(
P.S. Zdjęcia z kiermaszu autorstwa Stasia Stanucha.
Jak tam porządki przedświąteczne?
28 marca
Ja zrobiłam i stwierdziłam, że sensu nie ma żadnego. Najlepiej robić tuż przed. Jeszcze mnie czeka wysprzątanie od nowa wszystkiego i przede wszystkim REGAŁU, czego nienawidzę, podobnie jak szafy…
Akurat tego nie znoszę, bo muszę to robić w chustce na twarzy i w… rękawiczkach;-) I jeszcze na drabinie! Ale muszę, bo nie wiem, gdzie co mam.
To jeden z regałów’;-
Przydałoby się autorami, tytułami, jak mają niektórzy moi znajomi . Ale oni nie muszą stać na drabinie. Właśnie dziś widziałam u koleżanki taka „układankę”, zaraz zazdrość mnie wzięła.
2 godziny potem:
Wysprzątałam regał, ryzykując życie na drabinie i….jeszcze większy bałagan;-( Chyba się nie nadaję… Miałam ambicję poukładać podług autorów, ale gdzie tam! Połowa książek spadła mi na głowę i na podłogę. Teraz to już naprawdę nie wiem. gdzie co mam:-(
Jutro spróbuję od nowa i na spokojnie, bez książek spadających na głowę! Chyba mnie szlag trafi! A uwzięłam się, niestety…:-) Po uderzeniu w łeb kilkoma tomiskami, poukładałam byle jak i oczywiście teraz widzę, ze te odłożone do przeczytania są…..na samej górze. Bosko!
Ależ bym sobie wyjechała na kilka dni
26 marca
Tam, gdzie łąka i las i rzeka….A z dzieciństwa zapamiętałam tylko „piersi na łące” i w kółko pytałam mamę, jak to możliwe. a było naprawdę tak w tej piosence Magdy Umer:
Gdzież me piersi, czerwcami gorące?
Czemuż nie ma ust moich na łące?
Rwać mi kwiaty rękami obiema!
Czemuż rąk mych tam na kwiatach nie ma?
A ja, idiotka wymyśliłam, że piersi jakieś leżą na łące:-)
Krk już zaludniony, połowa mijanych przechodniów mówi w obcym języku, czyli zaczyna się najazd.
Wczoraj późnym wieczorem wyszłam do znajomych do knajpy…Chryste Panie! Tłumy takie, że szok. I w sumie nudy na pudy poza szalonymi tańcami na stołach, jak to bywa w zwyczaju na Kazku.
Dziś bym na tę łąkę…. położyłabym się na niej i wdychała zapachy wiosny, kwiatów i powietrza…Posłuchała, co trawa ma do powiedzenia, szumu rzeki gdzieś z oddali.. Ech…
Pamiętam takie łąki z dzieciństwa, bo każdą Wielkanoc spędzaliśmy z rodzicami w górach. W lany poniedziałek chłopaki z wiadrami biegali:-) Teraz mam łąkę na Mazurach ale to za daleko i za zimno jeszcze…Ale latem lubię uciąć sobie drzemkę w ogrodzie pod krzakiem;-)
Kot pewnie by oszalał z radości na takiej łące, ale boję się go zabierać na zewnątrz, choćby nad Wisłę. Nie daj Boże złapie coś albo mu się spodoba i będzie szalał, że chce wyjść. A jakoś mi go żal, że tylko siedzi na oknie i patrzy…No nie wiem…Chyba serię szczepień musiałby najpierw przejść?
I wiosna zadziałała
25 marca
Budzę się przed 9 rano, nawet jak idę późno spać. Słońce kusi i wzywa;-) Więc jednak ta cholerna zima powodowała moją nadsenność.
Teraz chce mi się łazić i kwiaty znosić do domu, zaglądać do kawiarni i księgarni i w ogóle mi się chce! Energia zrobiła come back wreszcie. Jutro zamierzam być w żółtych tulipanach;-) Na Kazku są. Kot pewnie zeżre połowę, ale co tam! Uwielbiam świeże kwiaty!
Już wszystkie zimowe ubrania i myśli odsunęłam od siebie i niech nie powracają.
Najlepsza pora roku! Byleby trwała…
Wiosennie wy(ro)zczesałam kota
. Ile dredów??? Szkoda gadać. Ale jeść nic nie chce…dziwne jak na tak wielkiego kocura..
Wiosna! Cieplejszy wiatr wieje…
18 marca
Kiedyś lubiłam bardzo Skaldów.
Oczywiście halny wieje ale nieważne. Kurczę, jakiś blog meteo mi się robi:-) Ale co poradzę, jak pogoda ma na mnie niestety spory wpływ.
Typowa ze mnie meteopatka. Na przykład w czasie pełni jestem rozdrażniona i nie mogę zasnąć.
Mam nadzieję, ze wiosna radosna potrwa, a nie że zaraz przywali 30 stopni! Nie lubię ekstremalnych temperatur. Miałam znajomą, która specjalnie zostawała na wakacje
w…Krakowie, bo uwielbiała jak było niemal 40 stopni w cieniu. Ja to wymiękam.
Kończę właśnie korektę Kasiki, to już ostatnia więc kwiecień to będzie tylko czekanie. Wezmę się za artykuły, bo jeszcze trzeba zarabiać.
Jutro dla relaksu – po korekcie (to nic łatwego, nie myślcie sobie, czytać po raz setny to samo i szukać błędów) – zrobię sobie rosół na żołądkach i kurczaka z 40 ząbkami czosnku (zawsze chciałam go zrobić). Będę go jadła pewnie z kilka dni, ale na szczęście można na zimno. A zrelaksuję się przy garach trochę, no i te zapachy! Rosołu nie lubię, tylko warzywa i ew. mięso z niego. Jeszcze na żołądkach nie robiłam, a mam na nie ochotę już od dawna. To nawet chyba nie będzie rosół tylko po prostu podroby z warzywami gotowane… Potem -dalej w ramach relaksu- wysprzątam dokładnie mieszkanie i spokojnie poczytam zaległe gazety. Szkoda, że nie mam wanny bo brakuje jeszcze zanurzenia w kąpieli z olejkami….Jednak prysznic to nie to samo.
Robiąc porządek z książkami (ale dalej jest bałagan) znalazłam stare wydane „Klaudyny”. Może przebrnę po latach, spróbuję. Jezu, jakie emocje budziła kiedyś ta książka, zwłaszcza w podstawówce!;-)
Tyle słońca w całym mieście i kolejny stos i awanturka w nowej odsłonie
15 marca
Od rana słońce, słonecznie i słoń…..aż umyłam okna! Znów nadchodzi deszcz, ale takie dni jak ten podnoszą na duchu. I coraz dłużej jest jasno! Wreszcie!
I prezentuję kolejny stos
, o ile coś widać w ogóle. Album o Indianach bardziej do przeglądania a Andersena zakupiłam z sentymentu, choć jako dziecko bałam się jego baśni. Do dziś niektóre mnie przerażają. Są jak horrory. Bracia Grimm też nie pozwalali zasnąć. Dlatego wciąż na I miejscu jest Alicja w krainie czarów i smutny, ale genialny Mały książę. Ciekawe jak interpretujecie zakończenie Księcia, bo ja jednoznacznie…?
A teraz czytam -poleconą przez rumburakową – „Monachium – zemsta”.
I NIC nie gotuję;-) Zrobię tylko swoją ulubioną sałatkę, którą sama kiedyś wymyśliłam: sałata w strzępach, najlepiej lodowa chrupiąca, ser biały tłusty, 2 puszki tuńczyka w oliwie, natka, czosnek (dużo), sól, pieprz, ewentualnie oliwy dolać troszeczkę. Uwielbiam ją! Ale mieszam wyłącznie drewnianą łyżką. Metal zmienia smak. Powinnam ją rozdziabać na pastę, ale wolę taką.
To taka odmiana dawnej, baaardzo dawnej „awanturki”. A właściwie skąd ta nazwa???
P.S. A propos dziabania…Jak byłam mała i na obiad były powiedzmy ziemniaki pure, mięso i buraki to wszystko mieszałam i dziabałam tak długo aż powstała kolorowa papka. Potem znów robiłam papkę z warzyw, a mięso chowałam pod spód i cichcem wyrzucałam;-) Nota bene wciąż lubię papki, np. grysik, pure z grochu, brukselki czy ziemniaków. Ale tylko jak jem sama, bo wygląda to..hmmm:-)
Ech, dzieciństwo mi się przypomniało…babcia była mistrzynią kuchni. Gotowała trochę po żydowsku, zupy słodkawe itd; robiła genialną rybę po żydowsku…Ja niestety tak nie umiem. A już jej naleśniki przeszły do legendy, ale ona stosowała stare przepisy typu: „weź tuzin jaj” i na jedną osobę dawała po dwa jajka, a nie jak w dzisiejszych naleśnikowych przepisach…Robiła kapłony i przepiórki…Ale też tak proste rzeczy jak duszona na maśle cebula, którą się jadło na ciepło z razowym chlebem. A najbardziej lubiłam wkrojone kawałki bułki do gorącego mleka. Dziś bym tego nie tknęła. Choć jest współczesna tego odmiana, która się nazywa french toast..niewiele się różni. Kury – prawdziwe, nie brojlery – przynosiła żywe z targu.. Bynajmniej nie dla domowej hodowli:-)
Wiosna dopiero za 10 dni, ale…
6 marca
…chcę się przestawić. Nie chcę już chodzić spać o 4 rano i wstawać zbyt późno. Zbyt późno na choćby załatwienie czegokolwiek, bo w naszym pięknym kraju urzędy działają głównie rano. Nie chcę kłaść się spać o 12 w nocy i wstawać o 8 rano, bo to nie dla mnie, ale tak na przykład około 2 zasypiać i budzić się – wypoczęta! – o 10.
No i jak to zrobić? Już próbowałam wstać wcześnie po 3 godzinach snu, ale i tak nic to nie dało, bo senność brała mnie za dnia, a nie nocą. Jeszcze am nadzieję, że to te zmiany ciśnieniowo – pogodowe tak działają i jakiś rytm wiosenny jednak się zjawi. Tak sam z siebie, naturalnie. Bo na razie to wstaję, coś tam porobię i …wracam do łóżka, a jak się budzę, to za oknem ciemno. Zupełnie bez sensu!
Będę się starała. Proszę trzymać kciuki, bo to wcale nie jest takie proste jakby się wydawało. Zwłaszcza, kiedy cierpi się na bezsenność.
I jeszcze Truman nie chce spać beze mnie i łazi i marudzi…Właśnie czeka pod fotelem, żebym już szła spać!
No to idę……
tylko jednego malboraska wypalę. Jak rzucić te cholerne papierosy?
