O codzienności zwykłej i niezwykłej.
Wpisy otagowane dziennikarstwo
Tak, wir w pracy tylko chyba nie w TV
6 stycznia
Bo tam na zmianę Boże Narodzenie i Sylwester. Powariowali czy co? Chciałam zobaczyć coś na jedynce, ale były skoki więc przełączyłam na dwójkę a tam pewien śpiewak
( bo on mówi o sobie, że jest śpiewakiem, nawet do Kiepury się porównuje. Zwykle się wydziera bo myśli że wtedy na bank jest „nowym” Kiepurą. Że niby im głośniej tym bardziej Kiepura. A jaki niemiły, mówię wam! Dawno temu zadzwoniłam, bo chciałam parę slow do gazety, odebrał, rozłączył się, potem odebrał i oznajmił, że za chwile, potem odebrała jego mama i oznajmiła, że syn poszedł wynieść śmieci, potem dalej je wynosił, w końcu grzecznie więc spytałam; „Przepraszam, czy pani syn wrócił już ze śmietnika?” Obraza nastąpiła natychmiast.)
z Krakowa co to wyje jak koza, drze się wniebogłosy : „Dzisiaj w Betlejem!! Dzisiaaaaj w Betlejem” na tle choinki.
Za chwilę jakieś powtórki z impresy sylwestrowej, to znów spikerka na tle sztucznych ogni.
Tak mnie zatkało, że się aż zagapiłam.
Ja wiem, że oni dołują finansowo, ale żeby do tego stopnia? Znajoma zadzwoniła i się pyta: „ty widzisz to co ja? „, ona znów na kanale tematycznym zobaczyła powtórkę programu z…wakacji.
To ja przepraszam, ale który dzisiaj?Zaczął się w ogóle Nowy Rok? Bo niby zaczął ale jednocześnie trwa Wigilia…. tam u nich, w „tiwi”.
Nie widziałam jeszcze czegoś takiego.
Gazety padają jak muchy, a teraz pada „tiwi”. Niedługo będziemy jako jedyny kraj mieć wyłącznie Internet.
No, może jeszcze radio. Z jedną stacją nadającą do 22.
Oczywiście jak zwykle coś mi się przypomniało, na zasadzie skojarzenia z owym śpiewakiem. Jak zaczynałam pracę dziennikarki byłam dość nieśmiała.
Najpierw wysłali mnie pod ambasadę, żebym sprawdziła ilu ludzi czeka na wizę do USA i po co. Pogadałam, wróciłam zadowolona a w redakcji się pytają: „A gdzie nazwiska tych ludzi? Biegiem z powrotem”. Wracam i mówię do tych samych ludzi ( bo stali i czekali w kolejce jak my dziś na poczcie): „przepraszam, ale ja eee nooo zapomniałam i hmmm, ja tylko no NAZWISKA POPROSZĘ!”. Musiałam legitymację pokazać.
Potem mnie wysłali do jakiegoś miejsca gdzie ekolog kłócił się z nie-ekologiem. Zobaczyli, że jestem świeża, rozgadali się, zapisałam cały zeszyt w kratkę ( a miałam ledwie 3 zdania zdobyć). Po 3 upiornych godzinach pytam gości o nazwiska (żeby mnie znów nie wysłali z powrotem) i ekolog mówi: „to pani nie wie, jak JA się nazywam?” Ja, że no nie. A on: „kajromerkuhurko”. Cisza. Pytam: Mógłby pan powtórzyć? On znów: „kajromerkohurko”. Cisza. Pytam: Czy mógłby pan….? On bierze zeszyt , sam wpisuje mówiąc: „Oj dziecko Pana Tadeusza się nie czytało.”
A nie czytało! Skończyłam lekturę po „Litwo! Ojczyzno moja”. I sięgnęłam po inną, co to w spisie lektur szkolnych jej nie mieli;-)
A potem….bo nowych zawsze wysyłali tam, gdzie sami nie chcieli. Potem miałam sprawdzić w księgarni, ile i czy i za ile ludzie kupują podręczników . Szkolnych właśnie. Kolejka jak fiks, no to się wrąbałam jako pierwsza na bezczelnego i na całą księgarnię mówię: ” Dzień dobry, jestem z gazety takiej i takiej, proszę mi powiedzieć ile podręczników dziś poszło i za ile i witaj smutku poproszę. ” „Witaj smutku” leżało na wierzchu więc postanowiłam kupić.
Zawsze wysyłali nowych na te obchody wybuchu wojny i ja głupia popieprzałam za tymi stulatkami ubranymi w mundury, oni mega ożywieni, ja ledwo zipię, potem wystąpił chór harcerek i wymiękłam. Miały po 120 lat i były w podkolanówkach, beretach itd…I żadnej notki nie miałam, noc zapadła, więc poleciałam pod jakiś pomnik, zerżnęłam napisy z wieńców i tyle. Chryste, dobrze że to już za mną. Był to tzw. dział miejski w pewnej gazecie, w której zaczynałam pracę.
I ostatnie: poszłam do Bardzo Znanej Osoby na wywiad. Usiadłam. I….się rozpłakałam: „bo ja nie wiem, jakie pytania zadać”. I pomyśleć, że lata później zostałam specjalistką od wywiadów! No ale dziś nieśmiałych dziennikarzy już nie ma. Teraz dzwonią do mnie po jakiś wywiadzik i na bezczelnego, a co! Mam gadać i już!
Na szczęście lubię gadać. I lubię wywiady: i pisać je i ich udzielać.
Dobra, odreagowałam trochę stres ( Ludwik!!!!)
Google rządzi? ( i Pudelek też, podrzędnie)
24 listopada
jeśli kogoś nie ma w wyszukiwarce google, to znaczy że nie istnieje?
taki społeczny parias?
a nawet jeśli jest to jego status wyznacza liczba wyskakujących stron a następnie JAKICH stron.
Im więcej stron tym bardziej się liczysz ale w środowisku kolorowych pism absolutnie chociaż ze dwa razu musisz pojawić się na pudelku, żeberkach itp. plotkarskich portalach, bo tam sama śmietanka bywa, vipy i znane megagwiazdy ( w majtkach lub bez). Jak się pojawi nius ze np. pani L. zmieniła kolor włosów, to zaraz wszystkie inne portale o tym napiszą a i wywiadziki będą w czasopismach. Wprawdzie większość ludzi ( mam na myśli tych, którzy nie żyją od serialu do serialu i nie czyhają na niusy pudelkowo-żeberkowe) nie wie kim jest pani L. ale nie szkodzi. Ważne że wie to Pudelek i sama pani L. Jak się z miesiąc utrzyma na portalach to znaczy że sławna jest. Ale niestety po miesiącu już robi się przeterminowana i zastępują ją X,Y,Z…..Wszyscy (czyli ci od wymyślania „tworów medialnych” a la pani L. czy pani U.) się pocą, by znaleźć następczynie, więc zaraz kolejny serialik albo tańce na lodzie w bikini i na rolkach połączone ze śpiewem. Koniecznie ze śpiewem, bo wtedy od razu mamy nowe muzyczne „odkrycia” i jest kim zapełnić estradę Sopotu czy innego Opola. A jak się pani U. potknie i wywali na lodzie, i ramiączko od stanika odpadnie to rany! Ile zdjęć na Pudelku będzie! I tak leci kabarecik…

Jeszcze niedawno by zaistnieć to znaczy ZAISTNIEĆ wystarczyło się przyznawać. Najpierw kto mógł przyznawał się do alkoholizmu i wciągania dragów, nawet zagorzali abstynenci. Potem, jako ze nałogowcy już się wszystkim znudzili i spowszednieli, nastąpił wysyp gejów, co zaraz podłapali heterycy i zaczęli paradować w paradach i marszach (byle w pierwszym rzędzie) i dzielić się swoimi doświadczeniami gdzie się tylko da, byle publicznie.
To ja już nie wiem, do czego się teraz przyznać??? Ale tak, żeby od razu furorę zrobić i żeby łącza się przepaliły z zachwytu i prąd zgasł w całym kraju ! No, do czego? Może milioner wyzna, ze tak naprawdę mieszka w budce skleconej z tektury (własnoręcznie, według podręcznika „Zrób to sam”) a te wille to fałszywe były i komputerowo wygenerowane? Ale niestety już pan W. – ten, który „jest jaki jest” ogłosił, że klepie biedę i o datki prosi. A że bieda niemodna więc to jest zły chwyt. Zatem pytanie pozostaje otwarte.
