O codzienności zwykłej i niezwykłej.
Wpisy otagowane literatura
Jedno zdanie…
5 lutego
Wiem, że już o tym pisałam, ale strasznie mnie to intryguje i „chodzi za mną”.
Nie wiem gdzie, nie wiem w jakiej książce było to dziwne zdanie. Nie pamiętam go dokładnie, coś w rodzaju:
„Żyjesz, oddychasz, pracujesz, kochasz…A poza tym co robisz? ”
Zna ktoś odpowiedź? Bo ja nie.
(no i gdzie to było?)
Zróbmy coś do jedzenia…;-)
17 stycznia
Lubię tylko dwie pory roku: jesień i wiosnę. Pewnie dlatego, że nie znoszę ekstremalnych temperatur, które nawiedzają nas latem i zimą. Jesień to kolory: drzewa, szeleszczące liście pod stopami, kasztany, które co roku zbieram i przynajmniej jeden musi znaleźć się w mojej torebce. Ale o także pora nostalgiczna, magiczna i poetycka. To czas na pisanie wierszy i listów do starych znajomych. I tak mało mamy tej jesieni.
No i „swetrowa”, co najbardziej lubię, kiedy jeszcze nie trzeba wkładać na siebie tych wszystkich czapek, kurtek, rękawiczek, kozaków, szalików, by wyjść na ulicę. A ja bardzo lubię swetry . Sweter jako sukienka i grube matowe rajstopy - fajny pomysł.
Jesień to dobra pora na czytanie książek. (jakoś inaczej się wtedy czyta). Jesienią skończyłam „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” Llosy i znalazłam tam dziwnie polsko brzmiący przepis na danie, które bohater spożywa (chłodną jesienią) w knajpce na plaży w Peru. Jest to gorąca bagietka wypełniona gorącą kaszanką, podana z dużą ilością salaty z pomidorem i ogórkiem.
Bohater „Po zmierzchu” Murakamiego wciąż kusi „gorącymi, pysznymi omletami”.
A ja polecam zasiąść na kanapie, przytulić się do kota i obejrzeć jakiś jesienny – mimo zimy - film, np „Autumn in New York” (przetłumaczone jako „Miłość w Nowym Jorku”) i zjeśćg orący francuski deser, po którym boli brzuch, ale co z tego? Jest za dobry, by się tym przejmować. Nazywa sie Clafoutis i jest bardzo popularny we Francji a przyrządza się go w kilkanaście minut:
składniki
4 jajka
1/2 szklanki cukru
szczypta soli
4 łyżki mąki
1/5 kostki masła
1 szklanka śmietanki kremówki
brzoskwinie z puszki
Jajka, cukier, sól, mąkę, miękkie masło, śmietankę dobrze wymieszać. I tą masą zalać osączone owoce w naczyniu żaroodpornym. Piec około 30 minut w 180 stopniach i delektować się zapachem. Po wyjęciu na pewno opadnie, ale tak właśnie ma być. Ja clafoutis wykładam natychmiast na duży talerz i jem rękami urywając gorące kawałki i mocząc je w śmietance lub – jeśli wyjdzie mi płynny w środku - po prostu łyżką.
Przyznaję , ze uwielbiam słodycze i mam swój sposób na to, jak je jeść i nie tyć: otóż wybieram jeden dzień w miesiącu, kupuję sobie wszystkie ulubione ciasta i ciastka i jem cały dzień na śniadanie, obiad i kolację. Potem mam serdecznie dosyć.
Kolorowe swetry, kolorowe liście i drzewa, kolorowe desery Jesień naprawdę jest piękna. Jak nie wierzycie to pomyślcie o zimnym zimowym wietrze, brudnym śniegu na ulicach i zmarzniętych, czerwonych policzkach….
No dobra, idę sobie;-) Tęsknię za wiosną i za jesienią.
A clafoutis zróbcie, super rzecz! Super tucząca;-) Ja pożeram całość w trzy minuty na gorąco;-)
Są książki, których nie można znieść
16 stycznia
Dla mnie to „Auto da fe” Canettiego. Nie wytrzymałam jak….może nie będę zdradzała jak ktoś nie czytał. W Krakowie w Teatrze grali sztukę opartą na tej książce. Głównego bohatera grał Jan Peszek. Zadzwoniłam do niego, bo miałam jakiś wywiad czy coś, już nie pamiętam i przy okazji zeszło na „Auto da fe” i ja się go pytam, czy on się dobrze czuje? A Peszek mówi, że genialnie! przecież ten bohater to wariat!
Nie wiem, czy to czytaliście, ale ja wymiękłam. Canetti, Remarque też są tak straszliwie czarni, smutni, samotni… To pokolenie jest okropne, jeśli chodzi o książki. Podobnie jak Cortazar i jego „Gra w klasy”…scena z umierającym dzieckiem ….kurczę;- Chyba nie mam sił na takie książki…
Ale coś polecę. Na studiach się w tym zaczytywaliśmy (poza „Pod wulkanem”) – ” Pocałunkiem kobiety pająka” . Chyba był tez film z genialnym Hurt’em w roli głównej…Wiecie, dwóch gości siedzi w celi i opowiada sobie filmy… Znacie to?
Kryminał na grypę
14 stycznia
Grypsko trzyma, ale teraz z nosa przerzuciło się na gardło i kaszlę jak gruźlik. Nie wiem, ale zawsze jak się jest przeziębionym to człowiek ma ochotę jedynie na dobry kryminał i komedię w telewizji. Komedii brak, zresztą nie chce mi się oglądać. Mam trzeci tom Larssona i kurcze jakoś przebrnąć nie mogę. Poprzednie dwa szybko przeczytałam. Najchętniej machnęłabym teraz Mankella, kolejnego skandynawskiego pisarza.
Ciekawe, ze akurat przyszedł teraz czas na tę literaturę? Wcześniej chyba tylko jakąś „Sagę ludzi lodu” sprzedawali w kioskach. Mankell jest świetny, ale po przeczytanych czterech książkach trzeba sobie zrobić przerwę, bo on prowadzi czytelnika oczami bohatera a nie można wiecznie zajmować się śledzeniem i tropieniem. Poza tym zauważyłam, ze trzeba znać kolejność jego kryminałów – dla mnie to raczej thrillery – bo zdarza się, że w jednej z książek zdradza tajemnicę innej. Albo …zapomniałam jak się nazywał mmmmhhh Syvdberg chyba? nie żyje a my nie wiemy dlaczego, po czym okazuje się, że w poprzedniej powieści popełnił samobójstwo. Czyli jednak kolejność. Chyba najbardziej podobała mi się „O krok”. Może dlatego, że to była pierwsza jego książka, jaką przeczytałam. Jednego tylko nie lubię w ich książkach: nazw miejscowości i tego, ze zawsze bohaterowie występują z imieniem i nazwiskiem, a nie jest to szczególnie prosty język;-)
A już – zmieniając lekko temat – Agathy Christie nie trawię totalnie. Chyba mi się przejadła. Ale wolałam pannę Murple niż Poirota.
Czasem czytam też – z gatunku sensacji – Kellermana, ale dość krwawo pisze (zresztą Mankell też) i Grishama. O! I to jest pomysł na moje przeziębienie. Mam „Prawnika”, więc trzeci tom Millennium zaczeka na lepsze czasy. Swoją drogą Grisham miał niezły pomysł jako prawnik, pomysł na zarabianie, do tego pisze świetnie, więc może lepszy z niego pisarz niż prawnik. Jeszcze jest taki gość, który pracował w CIA i pisze thrillery polityczne, nie mogę sobie nazwiska przypomnieć….W każdym razie na relaks wolę dobry kryminał niż romans. Nie przełknę klasycznego romansidła. Pamiętam jak byłam w USA i po pracy wracałam podmiejskim pociągiem razem z rzeszą facetów w garniturach i pań w garsonkach (jak z Equilibrium) i oni wszyscy, dosłownie wszyscy czytali kieszonkowe wydania właśnie romansów (podejrzałam okładki). To był widok! Około piątej po południu przez downtown szli właśnie ci ludzie wyglądający jak z Equilibrium, niemal identycznie ubrani, niemal tym samym krokiem a potem w pociągu niemal w tym samym czasie wyciągali swoje „kieszonkowce”.
Wracając do kryminałów i sensacji…..chyba z tonę takich książek wyniosłam do biblioteki, bo nie ma sensu ich trzymać. Po kolejnej przeprowadzce postanowiłam mieć tylko te książki, do których lubię wracać ( no i nowe) a kryminały lepiej pożyczać. Nie mam ambicji by mieć w domu bibliotekę na całej ścianie. Słyszeliście o tym, ze w Warszawie są ludzie, którzy kupują (np. po jakimś nieboszczyku) całą bibliotekę tylko po to by ją mieć? Zresztą pewnie nie tylko w Warszawie ale tam natknęłam się na takie ogłoszenia w gazecie: „kupię bibliotekę”, niektórzy dodawali „najchętniej klasykę”. A już szczytem była włoska kawiarnia w której stał regał z książkami, tylko cos mi nie pasowało bo były jakby za krótkie. Okazało się, że zostały przycięte tak by pasowały do regału… No ale jak zwykle zmieniłam temat.
Wracając do Mankella, to za każdym razem gdy go czytałam (czytam tylko w łóżku) , zanim zgasiłam światło odkładałam książkę okładką do dołu i jeszcze nakrywałam inną. Okładki ma dość przerażające, ale ja strachliwa jestem;-) A właśnie: nie umiem – chyba że jestem na Mazurach – czytać w dzień. Tylko przed snem…..
No to na Was kolej;-)
Podobno spada bezrobocie?
16 listopada
Postanowiłam szukać dodatkowej pracy . Takiej zwykłej , z regularną pensją i etatem. Robię to pierwszy raz, nawet przez myśl mi dotąd nie przeszło, że zostanę do tego zmuszona, więc nie bardzo wiem jak się za to zabrać. Przeszukuję portale ogłoszeniowe, wszędzie powtarza się słowo „konsulting” i oczywiście oferty pracy ”łańcuszkowej” czyli siedzisz w domu i łapiesz w siatkę kolejnych durniów. Na razie nie znalazłam NIC ale twardo szukam dalej. Najlepiej znaleźć prace przez znajomych, tylko że w Krakowie moi znajomi to też wolni strzelce. Jeden dziennikarz dorabia w sklepie z biżuterią jako sprzedawca. Tylko, że on ma 30 lat, a mnie dyskwalifikuje wiek. Sądząc po ogłoszeniach największe wzięcie mają studenci lub ludzie do trzydziestki albo emeryci. Znajoma redaktorka pracująca dla wydawnictw jako freelancer strasznie się ucieszyła, gdy jej to powiedziałam: ” Super! to już niedługo będę mogła dorabiać!”. Jeden z portali kobiecych oferował mi 150 zeta za tekst, a inni nic: „dopiero zaczynamy, ale chętnie zamieszczamy teksty tyle że za darmo”.
O! Oferta nieźle płatna: ” praca w punkcie Kurcze Pieczone. Co drugi dzień od 9 do 21. Wynagrodzenie 1200 do ręki. Dla starszych pań z doświadczeniem, sumiennych i uczciwych”.
Kurcze to ja tyle dostaję za tekst, z tą różnicą że nie muszę siedzieć w smrodzie pieczonego kurczaka przez 13 godzin.
A tu ktoś się zdenerwował:
„z was pracodawców jest banda ignorantów którzy ogłoszenia nie potrafią zamieścić i napisać konkretnie jaka jest stawka, godziny pracy miejsce i wynagrodzenie! a ta cała reszta głupoli którzy nie umieją czytać i nie rozróżniają działu praca od innych i zamieszczają cv i błagają o przyjecie do pracy! pożal się boze żygac mi sie wami wszystkim chce!”
Inny podsumował (w sumie słusznie:)
„Żałosne czasy nastały, na posadę kierowcy w pizzeri ubiega się ponad 100 zainteresowanych…. nie wspomnę o innych posadach… a zarobki i umowa to już w ogóle nie ma co komentować.Cóż trzeba być bardzo wytrwałym w poszukiwaniu pracy.”
No tak
„szukam osób/osoby które lubią śpiewać, grać…. chciałabym z kimś pośpiewać!!!! no bo tak samemu to..”
Ale za ile? Za ile kochana???
Jakaś mania z tym śpiewaniem:
„witam
poszukuję kobiety potrafiącej coś niecoś śpiewać, ale jeżeli chciałabyś zrobić karierę to nie ze mną niestety… gram na gitarze, czasem na innych rzeczach, coś tam mogę zapiać, zależy mi na zwykłym przekazaniu tego co po duszy biega, najpierw klasyki poezjorockowe, a jak wyjdzie to coś swojego… raczej dziękuję dziewczętom o krystalicznie czystym głosie, idealnie trafiającym w każdy dźwięk… nie, nie, to jakoś słabiutko referowałoby z życiem
miej osobowość i doceń piękno w prostocie, dość udziwnień i pustych, patetycznych form, dla siebie przede wszystkim to zróbmy, a może jeszcze ktoś to zrozumie, poczuje. Pozdrawiam”
Nie mogę już, poszukam bardziej profesjonalnych portali.
