O codzienności zwykłej i niezwykłej.
Wpisy otagowane kasa
Przeczytane…
3 lutego
Sposób na kontrolera – udawać Greka.
Ja mam strasznego pecha do kontrolerów, więc kupuję te cholerne bilety. Raz miałam przejechać tylko jeden, JEDEN przystanek. Zimno było jak fiks, więc wybrałam tramwaj. Kiosku na przystanku nie było, motorniczy biletów nie miał, a automatów jeszcze wtedy wcale nie było. I oczywiście mnie złapali. Nie zapłaciłam mandatu, zapomniałam. Po chyba ROKU przyszedł do domu komornik.
- Biorę to radio – mówi
- Nic pan nie bierze! – zawołałam, poleciałam do rodziców (mieszkaliśmy na tym samym piętrze) no i zapłacili. A ten już pod pachą moje radio trzymał. Znów moja siostra nie płaciła mandatów strefiarzom, a sporo ich było. I znów przyszedł komornik, tylko że ani ja ani siostra nie mieszkałyśmy już w domu. Odwiedzam rodziców, tam wściekły ojciec: Ja z wami oszaleję!! Przychodzi mi tu jakiś obcy facet i zabiera mój telewizor! No ale zapłacił. Później znów mnie złapali i znów zapomniałam zapłacić mandatu. Dzwoni ojciec i mówi: słuchaj, bo na drzwiach twojego mieszkania (mieszkałam gdzie indziej ale tam byłam zameldowana) wisi kartka: „Za dwa dni plombuję mieszkanie. Komornik”. Ja w panice a chodziło o ten nieszczęsny bilet…Na szczęście teraz noszą specjalne ubranie, bo kiedyś to tylko po twarzy ich rozpoznawałam, a jacy chamscy byli!
Przydarzyło się to wam kiedyś?
Nie wiem, czy pisałam jak mnie odwiedził poborca podatkowy. Tak się przedstawił przez domofon.
Rok temu nie zapłaciłam podatku, całe jakieś tysiąc zeta. Zapomniałam. I w sierpniu domofon: poborca podatkowy. Otwieram, mam na sobie piżamę czerwoną w napisy : seks, love, itp. Ten się patrzy i tłumi uśmiech bo chce być bardzo poważny, jak to poborca. Na głowie mam coś jakby piorun trzasnął, a na stopach skarpety i zaczynam – zanim zdążył się odezwać – jaki poborca? To ja myślałam, że w XIX wieku byli poborcy podatkowi a teraz są komornicy, i w ogóle o co chodzi? No to ten, że podatek ale że nie zabierze mi telewizora ani komputera, tylko co teraz? I się patrzy na tę piżamę. No to mówię mu: ma pan samochód? On: Oczywiście! Ja; no to podjedziemy do bankomatu i zaraz panu dam tę kasę. On siada, ja na na tę piżamę letni płaszczyk, ten już nie może, ale ok, jedziemy. Wypłacam z bankomatu tysiąc i daję mu w aucie. On: ale jeszcze 80 zł. Kurczę, jakie znowu 80? On, że odsetki. To ja znowu do bankomatu i wracam a ten: ale jeszcze 60 groszy. Wymiękłam. On chyba tez, bo machnął ręką: to ja panią odwiozę do domu . W tej hmmm piżamce.
Po co komu pieniądze?
30 stycznia
W latach sześćdziesiątych Tadeusz Kwinta śpiewał w Piwnicy pod Baranami piosenkę: „Po co komu pieniądze w sobotę?” Zazdroszczę ludziom, których młodość przypadła na owe szalone czasy w Krakowie i którzy w ogóle nie znali kultu pieniądza. W knajpie stawiał ten, kto miał. Wszystkie imprezy były składkowe podobnie zresztą jak w latach osiemdziesiątych kiedy studiowałam. Chodziliśmy do jednej i tej samej knajpy, płacił ten, kto akurat miał pieniądze, a jak nikt nie miał to pozwalano nam zamawiać na krechę lub w zamian za posprzątanie kawiarni i umycie okien.
Nie należę do osób, które wspominają; żyję dniem dzisiejszym .
No ale jak się DZIŚ nie ma…….
Jak człowiek nie ma regularnej pracy ani zarobków, to mu się nieraz z łóżka wstać nie chce, kładzie się wcześniej i generalnie przesypia zły czas. Nic mu się nie chce. Coś tam się ruszyło (odpukać) na szczęście, ale jako taka regularność pojawi się wiosną ( o ile się pojawi bo z gazetami teraz nic nie wiadomo). A ja nic innego nie umiem poza pisaniem i nie widzę możliwości, by się nagle teraz przebranżowić. Tu piszę do jakiejś gazety po czym ona upada. Zgłaszam się do kolejnej, ale wolne terminy mają dopiero wiosną, a o etacie to już wcale mowy nie ma, bo przecież piszę jako korespondent. A w Krakowie ani pół normalnej gazety. Rany, gdzie te złote czasy kiedy miałam etat jako korespondent! Ano minęły. No to pisuję tu i tam i czekam na wiosnę, bo wtedy zawsze coś się ruszy. I ludzie mnie nerwowi…Zleceń więcej… Chce się więcej. Łatwiej wziąć dupę w troki po prostu.
Cóż, nie tylko mnie to dotknęło, trzeba sobie radzić jak się tylko da. Sporo moich znajomych straciło ostatnio pracę i podobnie się czują, szukają na dziesiątą stronę…jak i ja.Wiadomo, że kryzys dotyka w pierwszej kolejności to co człowiekowi nie jest potrzebne do życia, czyli media i książki. Jak tak dalej pójdzie, to naprawdę zatrudnię się w warzywniaku (jak mnie przyjmą;-)))
Nie narzekam tylko jest taka prawidłowość, że jak nie ma kasy to się nic nie chce… Na kawę nie, do księgarni nie, najlepiej do wyra z książką. (oczywiście najlepiej to ruszyć do roboty, ale jak jej tak mało?!)
Nie uważacie?
No, ale dziś ta sobota jakaś fajniejsza i można przy otwartym oknie posiedzieć.
))
Chrapka na książki
13 stycznia
Już mi trochę grypa mija, jeszcze tylko oczy ciągle łzawią i ten katar! Ale i z oczami pełnymi łez dostrzegam ciekawe nowości (tym razem nie są to tylko łzy z zakatarzenia).
„Nowy” Philip Roth, książka – sądząc z opisu (historia szpiegowska, w której ktoś zabiera nam tożsamość i podszywa się pod nas) – nie w jego stylu. Zakończył „sagę” o Zuckermanie (super, polecam!) i teraz wznowili jego „Operacja Shylock”. (poprawiam po komentarzu Maćka). Brzmi interesująco, choć nie „rothowo”, ale i tak mam chrapkę, bo większość jego książek znam i lubię. Miał nominacje do Nobla tyle razy, że chyba – jak juz go dostanie – to nie odbierze. To samo Llosa.
Z innej bajki skosztowałabym książkę Malcolma Gladwell’a, choć jedną a najlepiej „Poza schematem”. Nęci mnie też „Zachodnia kraina” Williama S. Burroughsa (choć „Ćpun” niespecjalnie mi się podobał, ale w końcu to jednak staroć i czytałam to ze 100 lat temu) i „Zaburzenie” Thomasa Bernharda . No to mamy już (po kolei) : 50 zeta + 4o + 32 + 25…
a jeszcze chciałabym „Ostatnie rozmowy z Philipem K. Dickiem” (26 zeta) i „Wymazywanie” wymienionego już Bernharda (38 zeta)
W nowe biografie nawet nie zaglądam bo by mnie szlag trafił pewnie na miejscu.
W sumie: 211 zeta.
Na szczęście nie przeczytałam jeszcze Llosy „Wojna końca świata” i czeka na półce. Najgorsze co może być to przeczytać wszystko, co się ma i nie mieć już nic i znów od nowa dawne książki wałkować. Ja tam mogę „Żar” Maraia po raz piąty machnąć lub ‘Ukojenie” McEwana po raz siódmy… Ale bez przesady. (Nota bene „Marzyciel” McEwana mnie rozczarował).
Zazwyczaj robię tak, że jak dostaje większą kasę natychmiast kupuję z dziesięć nowych książek i niech sobie czekają aż skończę te, które czytam. Ale w tym roku chyba tak wesoło nie będzie (wiecie, recesja, kryzys – znajome słowa). Ale choć dwie, no trzy kupię. Najwyżej będę jadła barszczyk z kartonu;-)
Chore ceny.
Kurczę jak pracowałam w USA – na czarno – stać mnie było i na płyty (tanie jak barszcz) i na książki. A przecież byłam gosposią domową!
Wniosek z tego marny płynie….
Jest i druga strona tej historii: jeśli moja książka kosztuje dajmy na to 35 zeta, to kto ją dziś kupi? Jedna osoba wysupła z portfela i pożyczy piętnastu innym i w efekcie bida z nędzą ( u mnie w portfelu). Nie mówiąc o tych co skanują i potem jako e-booki walą w net!!! Szlag może trafić. Chyba powinno się wzorem kapel muzycznych puszczać samemu w necie i za powiedzmy parę złotych niech czytelnicy ściągają po kawałku?
No i jak ja mam sobie kupić te wszystkie książki? Chyba pojadę do Grajewa;-) W wakacje robimy zakupy w Grajewie (miasteczko blisko naszej mazurskiej wiochy) i tam w księgarni znalazłam „Wrogów publicznych” za niecałe 30 zeta a nie prawie 70 jak w Krakowie. Książka Allende kosztowała chyba z 15 zeta i była to NORMALNA księgarnia.
P.S. Słyszeliście o tym, że są ludzie, którzy kupują książki dla…okładek? Na przykład Murakamiego? „Bo takie są ładne”. Sama byłam tego świadkiem….
Pookładają obok siebie i jak ślicznie:
Kurczę to ja może wybłagam by mi do tej mojej nowej książki (ona akurat tania będzie ) zrobili taką cud okładkę mieniąca się barwami tęczy i oko puszczającą jak w tych starych pocztówkach albo obrazach religijnych?
Kryzys mnie dopadł więc…
9 stycznia
jak debil jakiś obwiesiłam siebie i mieszkanie amuletami i talizmanami. Tylko że mam obawy. Mam, bo chyba jest ich za dużo i gryzą się ze sobą, chyba powinno się jak już mieć jeden, nie? Ja mam portret Żyda dokładnie vis a vis drzwi wejściowych bo wtedy rzekomo kasy przybywa, jakąś „Mapę Marzeń”, o której przeczytałam w gazecie i natychmiast zrobiłam. Pisali, ze trzeba w spokoju , powoli i na luzie na kawałku tekturki umieścić kartkę a na tę kartkę ponaklejać zdjęcia powycinane z gazet, które symbolizują nasze marzenia, np. samochód, zakochana para, dom, banknoty itd. Więc wzięłam te kilka gazet co to je miałam akurat i w żadnej nie mogłam znaleźć banknotów. W końcu znalazłam w jakiejś reklamie więc wycięłam wszystkie, obok jakiś dom, który też wycięłam, w środku moja fota. W szale szukałam po gazetach więcej banknotów, znalazłam. Myślałam, że zwariuję z tym klejeniem, w końcu skończyłam i przybiłam tekturkę młotkiem nad łóżkiem, jak kazali. Zwłaszcza dom mi się spodobał, taki fajowy, z drewna… I przychodzi mi tu kolega i się pyta, czemu ja sobie kościół na tej mapie marzeń nakleiłam? Jaki kościół?, pytam się go. ” No ten” i pokazuje na dom. Jak się przyjrzałam, to niestety miał rację. Kurczę! Natychmiast gorączkowo przeszukałam kosz na śmieci, bo gazety wywaliłam. Niestety nie było żadnego ładnego domku na wsi z ogrodem ani willi z basenem, nic do cholery! Wycięłam w końcu z przewodnika po Polsce, ale nie mam pewności czy to nie jest znowu jakaś zabytkowa świątynia. Z „zakochaną parą” też był kłopot bo znalazłam tylko zdjęcie jakiejś pary staruszków, no ale z braku laku nakleiłam.
I teraz się boję, że : miłość czeka mnie dopiero na starość , przez cholerny wizerunek kościoła abstynencję mam zapewnioną i jeszcze jak w amoku wycinałam banknoty to je trochę podarłam i zakleiłam jakimś „wzrostem”. A mam kontemplować tę tekturę.
Jeszcze słonie są, chińskie monety, żaba z gliny, syryjski amulet chroniący przed złym okiem, ptak z drewna, kaczka też z drewna i qrwa co? Zadzwonili z banku i kazali oddać kredyt.
Co zrobiłam źle?;-( Może to, ze zamiast pracy szukać zajmowałam się tekturą i rozmieszczaniem po domu talizmanów? Ale przecież miały mi tę prace właśnie zapewnić! Nic nie rozumiem. Udam się do wróżki teraz.
Musze fachowe pisma poczytać, bo nie wiem czy mam myśleć: „jestem bogata, jestem bogata” czy „będę bogata” ? Boję się, że „będę” może mnie dopaść w wieku 80 lat, a ja chcę teraz! Już nie wiem jak to jest z tą siłą myśli…
Z rozpaczy zaczęłam wysyłać smsy, oglądając jakąś grę czy coś w tiwi żeby wygrać tysiaka. I teraz mam wyłączoną komórkę.
Ale czyż ja jestem odosobniona w magicznym myśleniu?
Nawet prezydent nasz wzorem tzw. pierwotnych społeczeństw( Nie wiedziałam, że zna ten myk, myliłam się co do Kaczora ) zamówił modlitwę w intencji by deszcz wreszcie przestał padać. Jakoś kiedyś jesienią. Kościół się modlił, naród się modlił i co? i musiałam po wiadra do sklepu zaiwaniać bo na moim poddaszu dach przeciekł.
Więc to wszystko chyba nie działa;-( (cicho, działa, działa, nie wolno tak myśleć bo wtedy nie działa a siła myśli …no wiecie….ogromna jest)
Kryminały listopadową nocą…
30 listopada
Kupiłam właśnie Larssona, więc się zaczytam na jakiś czas.
Mało czytuję kryminałów, ale te skandynawskie nie są złe, najpierw Mankell, teraz Larsson…
Zwykle zamawiam via net ale, mam ulubione księgarnie, np. na Kalwaryjskiej jest całkiem niezła. Lubię księgarnie, już sam widok i dotykanie książek, nawet jak ich nie kupuję. Tylko że…no właśnie. Zwykle wychodzę wściekła jeśli nie mogę kupić książki, którą akurat wypatrzyłam. Do księgarni lepiej nie wchodzić z pustym portfelem.
Podobno spada bezrobocie?
16 listopada
Postanowiłam szukać dodatkowej pracy . Takiej zwykłej , z regularną pensją i etatem. Robię to pierwszy raz, nawet przez myśl mi dotąd nie przeszło, że zostanę do tego zmuszona, więc nie bardzo wiem jak się za to zabrać. Przeszukuję portale ogłoszeniowe, wszędzie powtarza się słowo „konsulting” i oczywiście oferty pracy ”łańcuszkowej” czyli siedzisz w domu i łapiesz w siatkę kolejnych durniów. Na razie nie znalazłam NIC ale twardo szukam dalej. Najlepiej znaleźć prace przez znajomych, tylko że w Krakowie moi znajomi to też wolni strzelce. Jeden dziennikarz dorabia w sklepie z biżuterią jako sprzedawca. Tylko, że on ma 30 lat, a mnie dyskwalifikuje wiek. Sądząc po ogłoszeniach największe wzięcie mają studenci lub ludzie do trzydziestki albo emeryci. Znajoma redaktorka pracująca dla wydawnictw jako freelancer strasznie się ucieszyła, gdy jej to powiedziałam: ” Super! to już niedługo będę mogła dorabiać!”. Jeden z portali kobiecych oferował mi 150 zeta za tekst, a inni nic: „dopiero zaczynamy, ale chętnie zamieszczamy teksty tyle że za darmo”.
O! Oferta nieźle płatna: ” praca w punkcie Kurcze Pieczone. Co drugi dzień od 9 do 21. Wynagrodzenie 1200 do ręki. Dla starszych pań z doświadczeniem, sumiennych i uczciwych”.
Kurcze to ja tyle dostaję za tekst, z tą różnicą że nie muszę siedzieć w smrodzie pieczonego kurczaka przez 13 godzin.
A tu ktoś się zdenerwował:
„z was pracodawców jest banda ignorantów którzy ogłoszenia nie potrafią zamieścić i napisać konkretnie jaka jest stawka, godziny pracy miejsce i wynagrodzenie! a ta cała reszta głupoli którzy nie umieją czytać i nie rozróżniają działu praca od innych i zamieszczają cv i błagają o przyjecie do pracy! pożal się boze żygac mi sie wami wszystkim chce!”
Inny podsumował (w sumie słusznie:)
„Żałosne czasy nastały, na posadę kierowcy w pizzeri ubiega się ponad 100 zainteresowanych…. nie wspomnę o innych posadach… a zarobki i umowa to już w ogóle nie ma co komentować.Cóż trzeba być bardzo wytrwałym w poszukiwaniu pracy.”
No tak
„szukam osób/osoby które lubią śpiewać, grać…. chciałabym z kimś pośpiewać!!!! no bo tak samemu to..”
Ale za ile? Za ile kochana???
Jakaś mania z tym śpiewaniem:
„witam
poszukuję kobiety potrafiącej coś niecoś śpiewać, ale jeżeli chciałabyś zrobić karierę to nie ze mną niestety… gram na gitarze, czasem na innych rzeczach, coś tam mogę zapiać, zależy mi na zwykłym przekazaniu tego co po duszy biega, najpierw klasyki poezjorockowe, a jak wyjdzie to coś swojego… raczej dziękuję dziewczętom o krystalicznie czystym głosie, idealnie trafiającym w każdy dźwięk… nie, nie, to jakoś słabiutko referowałoby z życiem
miej osobowość i doceń piękno w prostocie, dość udziwnień i pustych, patetycznych form, dla siebie przede wszystkim to zróbmy, a może jeszcze ktoś to zrozumie, poczuje. Pozdrawiam”
Nie mogę już, poszukam bardziej profesjonalnych portali.



