Wybrałam sie raz do psychoterapeuty:-)

Oznajmił: Niech pani znajdzie jedną osobę, do której pani będzie dzwoniła, jak się pani źle poczuje, nawet o 3 czy 4 nad ranem’

Już widzę moich znajomych, jak ich nudzę i budzę…

I mówi ten debil:  tu recepta dla pani. Tak trzy razy na dobę polecam

Ja – po co?

On – no jakby się pani źle poczuła..

Ja- mam zadzwonić do recepty?

On -noooo, eeeee, noooe,, nieeee

Ja – to gdzie mam niby zadzwonić? W środku nocy?

On- nooooo. eeee. nooooo. hmm…. telefon zaufania?

Ja- ma pan wydać z 200 zeta? bo ta wizyta to 80, tak?

On – eee hmmm nie mam

ja – trudno

I pytam jeszcze w drzwiach:

- to co? Mogę zadzwonić? Tak w środku nocy?

On- nooo…hmmm…taaa

I wyłączył komórkę.  Natychmiast.

A ja natychmiast wyszłam. I to była moja pierwsza i ostatnia wizyta. Po resztę z 200 zeta już nie wróciłam. Niech ją wyda na telefony . Zaufania.

I pomyśleć, że chciałam tylko porady…

P.S. Dzwonię do kumpla. On, że się wiesza. Po chwili: Że co? spadłeś razem z żyrandolem? No i jak żyrandol? Cały?

On – na szczęście cały

:-)